Planowanego dnia wyjazdu zbudziłem się dość wcześnie . Spakowałem swoje rzeczy i czekałem na kierowcę. Po jego przyjeździe zaczęliśmy zbierać ludzi. Ogólnie zanim udaliśmy się bezpośrednio do Kostrzyna trzeba było wykonać trasę Kwilcz – Międzychód w celu zebrania tegorocznych woodstockowiczów. W obowiązku dopłacenia reszty wywiązaliśmy się znakomicie . Tak jak było to do przewidzenia jechało tylko 12 osób, a nie planowo 18. Nastrój robił się jednak bardzo ciekawy . Wysiedliśmy naturalnie w Kostrzynie. Czekała przed nami droga na pole namiotowe, czyli całkiem niezły kawałek. Upał bił niesłychanie .Na miejscu szukaliśmy jakiegoś miejsca do rozbicia się, lecz nigdzie nie mogliśmy niczego znaleźć. W końcu postanowiliśmy rozbić się naprzeciw sceny. Gdyby nie brak miejsca, który nas zaskoczył rozbilibyśmy się gdzieś w cieniu . Znajomy w naszej ekipy ustylizował się wyraźnie na Emo i w związku z tym musiał się użerać z wrogo nastawionymi punkami, skinami , a także metalami. Właściwie to dzięki niemu całą naszą ekipę wyzywano właśnie od Emo. Ze mną jeszcze nie było tak źle. Po rozbiciu się łaziłem chwilę po bazarach. XIV Przystanek Woodstock rozpoczął się koncertem Duub, na którym świetnie się bawiłem . Koncert był genialny. Jedynym minusem był niemiłosierny upał. Po koncercie łaziłem po całym Woodstocku. Musiałem obczaić wszystkie miejsca na Woodzie. Popołudniu zaskoczyła nas ulewa. Schowaliśmy się do namiotu. Właściwie dopiero wtedy zaczęła się prawdziwa impreza. Właśnie pod jeden namiot wpadli niemal wszyscy, którzy po rozbiciu się rozeszli po różnych miejscach. Częstować zaczęliśmy się piwkiem zakupionym po drodze w Skwierzynie . (więcej…)